Słowo na niedzielę: mieszkacie razem bez ślubu? Porażka!

Fronda nie od dziś jest źródłem najprzedniejszej rozrywki – artykuły wypełnione wydumanymi (chyba się nie pomylę jeśli powiem, że nawet dla katolików) problemami, zagrożeniami, grzechem, wstydem i bredzeniem Terlikowskich. Oni tak muszą, pewnie ktoś to nawet czyta na poważnie i się przejmuje, przeżywa, stosuje. Ostatnio trafiłam tam jednak na prawdziwą perełkę autorstwa Kasi i Tomka (a może raczej „Kasi i Tomka”, bo trudno uwierzyć, że ktoś taki istnieje?).

Tekst opowiada bajkę o tym, jak złe jest mieszkanie ze sobą przed ślubem, a bajka ta posiada dość rozbudowaną argumentację, a nawet stosowne wyliczenie wszystkich minusów. Przytoczę może, żeby nie być gołosłowną:
1. Uprawianie seksu gdy jest się razem i mieszka się wspólnie to obywatelski obowiązek. („nie sposób uwierzyć, że na chłopaka nie działa jego dziewczyna”) Nie ukrywajmy tego – każde spojrzenie, myśl – lepiej nie wspominać o przypadkowym otarciu się o siebie – to niemal zaproszenie do seksu. Oczywiście panie zachęcają, panowie ulegają – inaczej się nie liczy! No chyba nie ma opcji, by myśleć o czymś innym – jedzenie, praca, studia – who cares? Jest przecież seks… czy tam współżycie, jak chcą Kasia i Tomek.
2. Powstrzymywanie się od seksu jest niezdrowe. („poprzez ciągłe powstrzymywanie się od współżycia, poprzez ciągłe stwarzanie sytuacji kiedy podniecenie narasta i nie jest rozładowywane tylko wygaszane można nabawić się poważnej nerwicy”) Myślę teraz o wszystkich znerwicowanych ludziach (to znaczy głównie o mężczyznach, bo kobiety nie odczuwają popędu – to już Wam Fronda chyba wyjaśniła?). Jak oni jeżdżą autobusami, robią zakupy, jak uprawiają sporty, jak pracują, jedzą, śmieją się, chodzą do kina i non stop muszą się powstrzymywać od seksu! A szczególnie w kinie, bo warunki jeszcze bardziej sprzyjające niż w mieszkaniu – sąsiedzi nie widzą na bank, no i można się o siebie bez problemu otrzeć… na przykład jedząc popcorn. No już sobie za dużo nie wyobrażajcie.
3. Opinia sąsiadów na temat Twojego życia seksualnego jest bardzo ważna. („Nie wiesz co myślą Wasi sąsiedzi, nie wiesz też co myślą i mówią sąsiedzi Twoich rodziców. Pomyśleliście o tym? Bo na „złą sławę” narażacie nie tylko siebie ale i Waszych rodziców.”) Czyli tak: można kraść, ćpać, chlać i nie kłaniać się sąsiadkom, ale wszystko jest spoko, dopóki nie mieszka się z partnerem. Wtedy to już turboszatan i nikt na klatce się do Ciebie nie odezwie, sąsiadki nocami będą zaś modlić się za szybkie nawrócenie/rozstanie. Bo z pewnością wszyscy dookoła nie mają nic lepszego do roboty, niż trzymanie ręki na pulsie w kwestii Twojego życia seksualnego! Bankowo też każdy sąsiad myśli: „Niech mi tam czasem jedna z drugim nawet w nocy się na bok nie przewróci, bo jak skrzypnie łóżko, to lecę po księdza.” A tak między nami, znacie chociaż imiona wszystkich sąsiadów z klatki/ domów obok Waszego? No właśnie.
4. Nie można mieszkać razem przed ślubem, bo dopiero po ślubie robi się wszystko razem pierwszy raz.  („mieszkając razem tracicie coś bardzo ważnego – ową „pierwszość”, tajemniczość, radość wspólnego odkrywania pewnych spraw dopiero po ślubie”) No i teraz nie do końca wiem, co to są „pewne sprawy”. Ale ponieważ Fronda w innym artykule radzi otwarcie nazywać seks seksem (artykuł o spowiadaniu się ze świństw, jeśli bardzo Was to interesuje), to zakładam, że te „sprawy” go nie dotyczą. Czym więc mogą być? Może chodzi o pierwsze razem umyte talerze? Pierwszą skarpetkę rzuconą od niechcenia w kąt? Pierwszą źle wyciśniętą pastę do zębów? Za słoną zupę? Trudno powiedzieć.
5. SDM („mieszkając razem para zaczyna po pewnym czasie zachowywać się jak „stare, dobre małżeństwo”- w takim negatywnym znaczeniu. Nie ma randek, nie ma czekania na spotkanie, kwiaty też są rzadziej”). No tak, oczywiście!  To jest dopiero myśl! Nie mieszkajmy razem przed ślubem, bo zaczniemy się zachowywać jak nudziarze: tacy, którzy się znają, dzielą wspólne finanse, obowiązki, czas wolny – co za dramat! Odłóżmy to lepiej na „po ślubie”, a wtedy będzie doskonale, gdy okaże się, że on woli mieć osobne konto, a ona o świcie skacze na jednej nodze, grając Makarenę na ukulele, gdy on chce spokojnie grać w LOLa. Wtedy może zacząć się małe piekiełko, ale kto by się tym przejmował, ważne, że udało się uniknąć seksu przed ślubem.

Mam wrażenie, że ci, którzy popełnili ten tekst musieli mieć serio trudne dzieciństwo i młodość; oczywiście zakładam jeszcze opcję, że świetnie się bawili, pisząc stek bzdur kręcili się na krzesłach i podpowiadali sobie nowe pomysły, ale to chyba nie portal tego typu. Oni raczej tak na serio. Wyobraźcie sobie to:
– całe dzieciństwo rumienić się ze wstydu, kiedy koleżanka z klasy ubrała spódnicę nad kolano
– palić buraka za każdym razem, kiedy sprzedawca w sklepie popatrzy na Ciebie z uśmiechem, bo przecież to już zachęta
– podniecać się zawsze, gdy w pobliżu jest człowiek w piżamie (co te kolonie/wycieczki/namioty to ja nawet nie)
– musieć chodzić po plaży ze spuszczoną głową, żeby nie narażać się na pokusy
– walczyć z natrętnymi myślami o masturbacji, kiedy nocujemy u znajomych i ktoś poszedł pod prysznic (a co, jeśli w perspektywie mamy studia i mieszkanie w akademiku? Fak!)
– codziennie zastanawiać się, co myślą wszyscy ludzie dookoła, i czy przypadkiem nie jest to coś złego na Twój temat

No, bo przecież mieszkanie razem przed ślubem to najgorsze, co może się przytrafić młodym ludziom, nie? Będą wtedy myśleli tylko o seksie, który przesłoni im cały świat, wszystko będzie przypominało o braku spełnienia, aż w końcu wygłodniała młodzież nabawi się nerwicy, a do tego sąsiadka zgłosi ich do administracji i ksiądz wytknie palcem z ambony. Dramat. Porażka.

2 myśli w temacie “Słowo na niedzielę: mieszkacie razem bez ślubu? Porażka!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s