Kaseta, kaseta

Pierwszy raz chyba urządzamy sobie tu takie wspominki i przeszłości hołdujemy. Czyli współcześnie rzecz ujmując – #throwbackthursday.

Gdzieś tam, w tych moich ukochanych odmętach internetów, krąży taki hejt na gimbazę, że jak nie kojarzysz, do czego służy ołówek i kaseta magnetofonowa, to jeszcze mleko masz pod nosem. Nie wiem, czy rzeczywiście powszechna jest taka niewiedza, boję się sprawdzać. No, bo wtedy wyjdzie, że rzeczywiście jestem dość stara, no bo posiadam tajemną wiedzę. Nawijało się, nawijało.

Trudno mi właściwie uszeregować moje wybory muzyczne, pomijając słuchane jeszcze na płytach gramofonowych bajki dla dzieci i takież piosenki. Pamiętam też dobrze, że rodzice mieli szczoteczkę welurową i płyn do czyszczenia winyli, a ja byłam jako dziecko bardzo porządna i załatwiłam kilka płyt i rzeczoną szczoteczkę kremem Nivea. Nie pamiętam czy była kara jakaś straszliwa na wyjście na podwórko. Tak, to jeszcze te czasy – wyjście na zewnątrz było synonimem dobrej zabawy i spotkania z kolegami, na to dawało się bana. Teraz chyba tylko na telewizor, komputer i słodycze.

W każdym okresie mojej młodości wydawało mi się, że moje wybory muzyczne były świadome – upierałam się przy nich i katowałam każdą kasetę po x razy dziennie. Teraz już domyślam się, co musieli czuć moi Rodziciele szanowni, współuczestnicząc przez ścianę w procederze słuchania Backstreet Boys, Just 5, Spice Girls, Kelly Family, a później Liroya, a dalej już było normalniej. To znaczy, normalniej dla nich – miłośników Queen, Republiki i The Doors. Także wcześniej musieli się męczyć straszliwie. Choć, żeby oddać sprawiedliwość, muszę przyznać, że po pijaku na imprezach dalej zdarza się zapuścić to i owo, no i podśpiewywać fałszywie oraz głośno. Np. takie melodie chodzą wtedy po głowie:

No i te wybory takie – nazwijmy to – mniej wstydliwe, musiały nastąpić ok. 10 roku życia mego. No i był tam taki misz-masz, zanim się udało trafić na coś, co już zostało w głowie. Więc był Liroy (kasetę „L” znalazłam pod choinką, dzięki Gwiazdko ;)), Eminem, był Grechuta i Budka Suflera, Ace of Base z Rodzicami jadąc na wakacje Maluchem, Turnau, któremu dorysowałam okulary na okładce płyty, bo był niewyraźny (raczył zauważyć to po jednym ze swoich koncertów, spaliłam równie koncertowego buraka). Dokładnie nie pamiętam wszystkich ówcześnie słuchanych wykonawców, ale pamiętam za to przełom.

W czwartej klasie podstawówki byłam na zimowisku w górach i chyba jako jedyna tam osoba nie potrafiłam jeździć na nartach. Albo nie – był jeszcze ktoś, tylko się nie przyznał i złamał nogę podczas swojego epickiego zjazdu, pierwszego w życiu. Ja dokonałam wtedy lepszych wyborów i oprócz zwiedzania Krupówek kupiłam w sklepie muzycznym kasetę Nirvany. Postąpiłam tak trochę po omacku i za radą koleżanki. Kiedy już wchłonęłam resztę dyskografii (tu kaseta kupiona od kolegi, tam otrzymana w prezencie), bardzo posmutniałam, że się spóźniłam i nigdy nie trafię na koncert. Wsiąkłam w ten zespół na zawsze i nie wiem doprawdy, na czym polega ich siła, że ta muzyka jest dobra na dowolne samopoczucie – masz deprechę? Spoko, poczujesz się zrozumiany. Czujesz się świetnie? Będzie sobie zawodziło w tle. Kiedyś przestało mi to wystarczać i na innych wakacjach odkryłam kolejny zespół z podobnej półki, ale tym razem taki, którego członkowie potrafią śpiewać i grać. O ile Nirvana się tu nie pojawi, o tyle wierzę, że istnieją jeszcze zbłąkane dusze, nieznające Alice in Chains.


Staley pociągnął trochę dłużej niż Cobain, ale to i tak nie były jakoś mocno koncertowe czasy w moim przypadku. Później jakoś się potoczyło – Soundgarden, Pearl Jam (pożyczyłam kiedyś kilka płyt koledze ówczesnego chłopaka, który od razu przestał być jego dobrym znajomym, a nawet nie dało się już przypomnieć sobie, gdzie mieszka. Naiwności, siostro moja.)

Sporym rozdziałem był dla mnie również Marilyn Manson – pamiętam, że z koleżankami stworzyłyśmy nawet szkolną gazetkę, której jednym z bohaterów był właśnie on – jestem pewna, że jej nie wyrzuciłam i któryś #TBT zasłuży sobie na to, żeby o niej przypomnieć. Były jakieś pojedyncze kasety U2, Stonesów, pokochałam Gunsów (Proszę, nie wpisujcie w Google haseł w rodzaju „Axl Rose 2015”, NIE róbcie tego, serio. Ostrzegałam!), Mettalicę. To były też czasy telewizji Viva zwei, która puszczała wtedy muzykę. Nie dziwcie się, włączcie sobie teraz MTV i jeśli trafiliście na piosenkę, to jak 6 w totka. Na dobrą piosenkę? No właśnie. Viva zwei to były czasy! To był KoRn, Manson i inne kreatury, śniące się rodzicom po nocach. Miałam też swój własny system nagrywania: do wejścia słuchawkowego w telewizorze podłączałam słuchawki, a samą słuchawkę przykładałam do mikrofonu w jamniku. Utrudniało to trochę jakikolwiek ruch, ale efekty były powalające. Popularne wtedy przegrywanie (tak zdobyłam Offspringa od brata koleżanki) musiało wystarczyć zanim nadeszły czasy Kaazy.

W liceum zaczął się okres dalszych poszukiwań, Alians, Podwórkowi Chuligani, Leniwiec, a do tego na przykład Sweet Noise, no i pierwszy wyjazd na Woodstock w 2003 roku (w lineupie był chyba Dżem, Cała Góra Barwinków, Sweet Noise, Maleo i w dodatku był to ostatni Woodstock w Żarach). Czasy kasety i ołówka skończyły się bezpowrotnie, ale moje poszukiwania nie ustały – Coma i Świetliki były wtedy dla mnie na pierwszym miejscu. Jedne z moich studiów doprowadziły do pewnego zboczenia i obecnie dużą szufladę w mojej głowie zajmuje muzyka słowiańskich braci – Leningrad, 5’nizza, Nohavica, Daniel Landa (wymieniać można bez końca) i dużo dobrego z naszego podwórka i pojedyncze odkrycia, jak Balkan Beatbox, płyta, którą mam podpisaną jako „Sobache serdce” i nie mam pojęcia, gdzie to odnaleźć i to poniżej.

Nigdy nie przestanę kochać RHCP, Manu Chao i Gogol Bordello – są zespoły, które mają w sobie to „coś”, duszę. Wrażenia z koncertu Manu z pewnością opiszę, choćby krótko. Chyba, że wkurzę się tak, jak na Soundgarden. Ja się spieszyłam, zdążyłam urodzić nawet, żeby tylko iść, bo bilety kupione, a oni zagrali taki słaby koncert. Czasami legendy z dzieciństwa zawodzą, więc może to i lepiej, że większość kaset z mojego pudełka to już tylko wspomnienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s