Nieświęta

Pisanki, kraszanki, puchate kurczaczki, uszate królisie, koszyczek, świąteczne DIY, święconka, biały obrus, bazie, palemka, jajka na 100 sposobów, rzeżucha, świąteczne porządki – to się dzieje gdzieniegdzie tu i teraz, ale nie u nas. Jeśli jesteście w świątecznym nastroju i chcecie w nim pozostać, taplając się w atmosferze ostatnich przygotowań, to jest wiele cudownych miejsc w internetach, gdzie można się podziać. Tutaj to tak nie do końca – nie zasadziłam rzeżuchy, bo wyjechaliśmy z domu i nie miałby kto biedaczce podać wody, porządki zrobiliśmy wczoraj, bo spontanicznie zapowiedzieli się goście i zmotywowali nas do walki. Nie zafarbowałam też ani jednego jajka, nic nie upiekłam, nie jestem nawet odświętnie ubrana – chyba, że polar i legginsy się zaliczają. Nie wiem czego się słucha na Wielkanoc, ale też zapewne nie tego: mam dziś nastrój poszukiwawczy i wpisując na początku Creedence Clearwater Revival, później Agalloch i Pagan Altar, dotarłam do kresu moich muzycznych podróży na dziś i znalazłam brzmienie idealne, nakładając przez przypadek pytę Licht (Faun) na Shadows of the sun (Ulver). Postanowione – Wielkanocy nie będzie, przynajmniej tutaj, bo coś zupełnie innego chodzi mi po głowie. Dzieci i psy.

Zastanawiałam się, dlaczego właściwie tak usilnie pragnę się z Wami podzielić refleksjami na ten temat. Zastanawiałam się raczej krótko, dokładnie w tym momencie i o dziwo moja pamięć zdobyła się na gest, bo już wiem, dlaczego tak uporczywie wwierca mi się w głowę ten temat. Przemknęła mi ostatnio przed oczami historia suczki, którą pracownicy firmy komunalnej skazali na śmierć w męczarniach; suczka została potrącona, a panowie w ramach porządków przedświątecznych wsadzili ją do worka i wyrzucili na pobocze. Niefartownie dla nich się to potoczyło, bo suczka żyła i została odnaleziona przez pracownice fundacji „Do serca przytul psa”. Niestety musiała zostać uśpiona, ale na filmie bezsprzecznie widać, że linia obrony panów (byliśmy pewni, że nie żyje a.k.a. szefie pomóż, media o nas mówio) lekko się posypała, bo nie dało się nie zauważyć, że psinka żyje. Czyli zapakowali żywego, cierpiącego psa do worka, zajarali fajkę i pojechali dalej. Czyli pewnie nie był to pierwszy raz, tylko sprawa się głupio rypła. No i wtedy pomyślałam i wciąż się zastanawiam, gdzie ci ludzie maja serce, bo na pewno w niewłaściwym miejscu. Wcale nie chodzi mi o to, że każdy musi przywiązywać się do drzew w akcie protestu, podpisywać petycje, ratować pszczoły, gasić światło dla Ziemi na godzinę w roku, albo być wolontariuszem w schronisku, dokarmiać ptaki w zimie, być wege i eko. To już pewne życiowe wybory, kwestia świadomości, chęci – z tym nie do końca powinno się dyskutować. Ja na przykład uwielbiam mięsko i zdaję sobie sprawę z zarzucanej mięsożercom hipokryzji: gdybyś miał/miała sama zabić to zwierzę, nigdy byś tego nie zrobił/kochasz psy i koty, a zjadasz świnie i krowy – a to żadna różnica. Idąc tym tropem powinniśmy się przemieszczać wyłącznie pieszo, mieszkać w lepiankach i korzystać tylko z wytworów naszych rąk własnych, osobistych i takichż możliwości. Bo można zjeść tylko to, co upolowane, chodzić tylko w tym, co sami uszyliśmy i osobiście trzeba ściąć drzewo, z którego deski wykorzystamy do budowy domu. Chociaż fuck, drzewo nie pasuje do układanki – czyli jednak lepianka. No jakoś jednak nie jesteśmy temu przychylni i lubimy internet (a może się zbuntować, bo są miejsca na świecie, gdzie jest reglamentowany?), przydaje nam się samochód (może jednak rowerem do pracy, to tylko 60 km w jedną stronę?) i nikt z nas nie płacze, kiedy ma wziąć długą, relaksującą kąpiel (może umyć tylko twarz, bo w Afryce wody brak?). To temat-rzeka.

Ale empatia, kręgosłup moralny i ludzki odruch serca to prostsza sprawa. To nasz psi obowiązek, żeby pomagać tym, którzy są w potrzebie, a nie mogą się obronić – na przykład zwierzętom. I tu – po raz kolejny – nie trzeba być bohaterem jak biegacz, który uratował muflona w lesie. Wystarczy być człowiekiem, to nie takie trudne, choć niektórych przerasta. Jak się ma do tego wrzucenie psa do worka, wytarcie rąk o spodnie i puszczenie sytuacji w niepamięć? No właśnie nie ma się za bardzo, w tym rzecz. Co się dzieje z niektórymi ludźmi i w czym zwierzęta są dla nich gorsze? Czy ktokolwiek postąpiłby w taki sposób, gdyby potrącony został człowiek? A może już wcale nam, ludziom, niedaleko do tego? W końcu to kolejny taki przypadek – pies z zaszytymi oczami, jeleń z urżniętą głową i przybite do drzew koty to tylko kilka przykładów z okolicy maksymalnie 5 lat wstecz i maksymalnie 15 kilometrów od kanapy, na której teraz siedzę.

Dla mnie zwierzę jest członkiem rodziny. Leży na kanapie, może strzelić fochem, czasami za dużo szczeka, innym razem chce się koniecznie bawić, kiedy mam na gazie 456 garnków z wrzątkiem, olejem i innymi takimi. Ale sami wybraliśmy Tekilę w schronisku, sami zdecydowaliśmy, że z jej powodu w ciągu jednego dnia wyprowadzamy się z wynajmowanego mieszkania. Nie jest idealna, ale jest nasza, nie chcemy innej – nawet grzeczniejszej, bardziej rasowej, nawet małego szczeniaczka, puchatej kulki, za którą każdy woła „Ooooooooch, jaki słodki!”. Kochamy swoją nieidealną psinę. Wiele osób patrzyło na nas z obawą i niedowierzaniem. Komentarze? Proszę bardzo: najpierw pies, później dziecko? Pies ze schroniska? Nie za duży dla Was? Nie za często szczeka? Wszystko Wam zniszczy! Strasznie wychudzony ten piesio… Sterylizacja? W dupach się poprzewracało, męczycie psa. Suka ma mieć młode, to nie będzie miała raka. Aha.

Też czekaliśmy z ciekawością na to, co będzie, gdy wrócę z Dzieckiem ze szpitala po porodzie. Tekila spojrzała, obwąchała, polizała – czyli witaj w rodzinie. Był delikatny foszek, czasami widzieliśmy, że zaczyna walczyć o nasze zainteresowanie – zawsze reagowaliśmy, staraliśmy się poświęcać jej maksimum czasu, żeby nie odczuła zmiany w stosunku do siebie. Efekt? Nie przeszkadzają jej dzieci, a jeśli ma dość, odsuwa się albo idzie na miejsce. A co w tym wszystkim sądzi Dziecko? Chyba nie ma nic przeciwko.
SONY DSC
Ufamy Tekili, ona nam też. Co by się stało, gdybyśmy jej wtedy nie wypatrzyli? Pewnie byłaby szczęśliwa gdzieś indziej, z innymi Pańciami – albo wpadła pod samochód i leżała w worku, czekając na śmierć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s