Pratchett w Klubie 27

Liczba lajków na profilu Terry Pratchett rośnie lawinowo (teraz lubi go 746 092 osób, sprawdźcie rano, jeśli Wam się chce – ja się obędę, i tak wiem, co można tam zastać). Zmarł i nie była to śmierć nadto zaskakująca: wiek, długoletnie zmagania z chorobą, no i igranie ze Śmiercią przez wiele tomów książkowych. Nieważne, że nie był 27-latkiem, jak młodzi gniewni sprzed lat – Joplin, Morrison, Cobain. Mechanizmy pozostają takie same – gdy umiera ktoś popularny, lubiany, zdolny, tłumy szaleją z rozpaczy. Dawniej (choć za chwilę, kiedy już to napiszę, zabrzmi raczej jak „Dawno, dawno temu…”) fani kupowali kwiaty, opłakiwali stratę, przychodzili na pogrzeb, ci bardziej oddani sprawie popełniali samobójstwa, by na zawsze połączyć swój los z losem idola. Już wszystko byłoby lepsze, niż to, co dzieje się dziś. Dziś przypominamy sobie, że nie mieliśmy zalajkowanego profilu, więc trzeba polubić go koniecznie, dobra, zrobione, morowy był chłop, co on tam napisał? Sklepik z marzeniami, nie?

Nie. Myślę, że ci, którzy cenili go naprawdę (abstrahując od rodziny czy bliskich przyjaciół, to nie miejsce na takie rozważania) są daleko od tego. Może ktoś właśnie przejeżdża palcem po grzbietach swojej kolekcji Świata Dysku, pewnie inny ktoś rozsiadł się w fotelu, wracając do lektury Jego książki, którą jako pierwsza wpadła mu w ręce lata temu. Pewnie wielu ktosiów rozmawia o Nim – w tym takich, jak ja, dla których pozostał nieodkrytą wyspą* i takich jak Patryk. Patryk to trochę mój szefuńcio taki przyszywany, współpracujemy ze sobą od kilku już lat (Gdybym ogarnęła to na mailu, zapewne okazałoby się, że od czterech. Gdybym była mniej ciekawska, nie wiedziałabym, że od 2010 roku). Nigdy się nie widzieliśmy – to znaczy w zasadzie wiemy, jak wyglądają nasze facjaty, bo tak robią internety. Wiem też na pewno, że on jest dzisiaj rozbity.
– Jak się czujesz?
– Źle. Widać jego książki wpłynęły na moje życie.
– Patrzę sobie, jak lawinowo przybywa lajków na profilu.
– (…) Pierwszą przeczytałem w Rzymie 10 razy. Byłem tam miesiąc i nie miałem żadnej innej książki. Po latach przeczytałem ją znowu i zauważyłem, że rozumiałem ją kiedyś inaczej, a gdy dorosłem – inaczej. To było „Równoumagicznienie”, książka która pokazywała, że każdy ma takie sama prawa do rzeczy. Dopiero gdy dorosłem, zrozumiałem dlaczego o tym pisał – żeby walczyć o tę równość.
– A ja za to polubiłam go jako człowieka dzięki tym tekstom, które tłumaczyłam kilka razy. Jako autor pozostał dla mnie jeszcze nieodkryty.
– Właśnie, a później się okazało, że to bardzo interesujący człowiek… i im bardziej chory tym bardziej walczył o prawa do godnego życia i godnej śmierci. Pamiętam, jak parę lat temu opowiadałem o nim w radiu TOK FM, drugim rozmówcą był Andrzej Jonas – dziennikarz i publicysta, wydawca, założyciel i redaktor naczelny „The Warsaw Voice”. Obydwaj zaśmiewaliśmy się z żartów Pratchetta i trafności jego oceny politycznej, rozmawialiśmy o książkach. Ja, laik i on – znany dziennikarz.

Literatura też łączy ludzi, to nie tylko domena muzyki. Dobrze, jeśli łączy w rozmowach, wymianie poglądów, ocenach, dysputach o treści, ulubionych bohaterach. Przygoda może rozpocząć się w domowym zaciszu, na konwencie, w bibliotece, nawet na wakacjach w Rzymie. Byle nie na fanpage’u, byle nie jednocząc się w lajkach (749 050).

Patryk posłał mi jeszcze coś autorstwa Konrada:

10155103_811357545610996_7232642889158564583_n

Łapcie jeszcze teksty w moim tłumaczeniu, o których wspominałam w poście – dzięki nim polubiłam Pratchetta-człowieka, teraz czas na Pratchetta-autora.

Terry Pratchett o Dywanie (wywiad)

Wywiad z Terrym Pratchettem dla New York Timesa (po Polsku)

Neil Gaiman i Terry Pratchett połączyli siły!

Terry Pratchett nie jest wesoły. On jest wściekły.

Aktualizacja – kolejne teksty w moim tłumaczeniu (wywiady, wspomnienia). Tym razem możecie je znaleźć na stronie www.terrypratchett.pl:

Terry Pratchett we wspomnieniach swojej córki, Rhianny

Użytkownicy Reddita uwieczniają nazwisko Terry’ego Pratchetta

Powrót do Świata Dysku przypomniał mi, dlaczego lubię czytać

Sir Terry pozostawi po sobie ogromną pustkę, mówi kolega dramaturg z Oxfordu

Ludzie muszą fantazjować, by uwiarygodnić swoje życie!

Gaiman i Pratchett znowu razem… prawie

*jedyną książką Pratchetta, jaką przeczytałam, jest „Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury”, która to pozycja zainteresowała mnie gdyż/albowiem/ponieważ tarzaliśmy się kiedyś z Małżem od świtu do zmierzchu wśród licznych szczurów hodowlanych, jeden z nich otrzymał nawet imię Niebezpieczny Groszek (poniżej macie na dowód zdjęcie jednej milusińskiej – Sepsa jej było na imię 🙂 )
sepsa_by_maua_czarna-d48g2nn

*zdjęcie nad postem stąd: lavidaentrepaginas.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s